Mila bajka dla wszystkich

W roku, w którym przybliżyła się wojna, miałam szóstka albo siedem lat jak i również nie miało to na rzecz mnie żadnego znaczenia. Mieszkałam z bratem, tatą jak i również mamą, a nasza chata miała dwie izby spośród matami na podłodze jak i również drewnianymi kołkami w ścianach do wieszania ubrań; nocami siadywaliśmy na podwórku i przyglądaliśmy się, jak matka gotuje na palenisku pod drzewem grejpfruta. Kiedy drzewo zakwitało, otwierałam szeroko usta, żeby połykać zapach. Gdy opadały kwiaty, pojawiały się małe zielone paciorki słodkich. Któregoś dnia, gdy cytrusy zostały okrągłe i żółte jak księżyc w pełni, mój brat wspiął się na drzewo. Był wysoki i silny, gdy przeskakiwał z gałęzi dzięki gałąź — ten należący do mnie starszy brat. Czekałam, obejmując pień, aż spadną cytrusy. Zrywał je z gałęzi, które się mocno trzęsły, obsypując mnie pyłem i suchymi liśćmi. Grejpfruty posiadały bladożółtą, nakrapianą skórkę. Dawny wielkie jak melony i ciężkie od soku. Mamusia wbijała w nie nóż i przekrawała na kwadrans, ich miąższ był różowy, a sok pachniał cierpko i świeżo. Nasza chata była całym naszym globem — światem nas czworga. Pamiętam płot z branży, które ścinał i przynosił na ramionach tata — po kilka razy wszelkiego dnia. Dżungla była gęsta, liście wysokich drzew rozległe i zielone. Usiłuję sobie przypomnieć, jakie to dawny drzewa, ale pamiętam tylko te, na których rosło coś do jedzenia: mango, grejpfruty, chlebowce i limonki. Mieliśmy kury, które znosząc jajka gdakały i darły się jak szalone. Katalogów jajka były brązowe. Mieliśmy krowę, kilka kóz i trzy świnie. Kiedy zarzynano świnie na mięso, kwiczały tak przeraźliwie, że aż wypadały mi zęby; tenże sam odgłos usłyszałam wkrótce po tym, jak matka przekroiła grejpfrut; nadeszli mężczyźni z siekierami. Mieli zasunięte twarze. Popchnęli brata dzięki dwór, a mamę i mnie w kąt izby; tatą cisnęli o ścianę. Uderzali o nią swoim głową raz po raz. Biel spływała krwią. Rzucili go na podłogę i kopali butami. Wyglądało to tak jakby kopali to w wybraną, to po drugą stronę internetową bezwładny kłąb szmat. Jeden z nich podniósł siekierę i opuścił ją na czoło.